Mocny zwrot rynku w stronę modelu CISO as a Service (CISOaaS) przestał być ciekawostką, a stał się chłodną, biznesową kalkulacją. Nie jest to kwestia mody, lecz racjonalnej odpowiedzi na to, co czeka nas w perspektywie roku 2026. Presja regulacyjna wynikająca z NIS2, DORA oraz krajowych wymogów KSC, rosnące oczekiwania zarządów, a także coraz twardsze warunki stawiane przez ubezpieczycieli i klientów klasy enterprise – to wszystko zbiega się z jednym, bolesnym faktem: na rynku dramatycznie brakuje doświadczonych liderów bezpieczeństwa.
W tym materiale rozłożymy na czynniki pierwsze, kiedy i dlaczego „wynajem” eksperta wygrywa z tradycyjnym etatem. Przejdziemy przez realne siły napędowe i momenty zapalne, policzymy TCO (całkowity koszt posiadania) i wskażemy próg rentowności. Pokażę Ci również – opierając się na twardych danych porównawczych – jak wygląda przepaść w efektywności między modelem etatowym a usługowym w kluczowych obszarach, takich jak zarządzanie ryzykiem czy obsługa incydentów. Omówimy technologie, ryzyka outsourcingu oraz konkretny plan startu na pierwsze 90 dni.
Siły napędowe: Regulacje, rynek talentów i oczekiwania zarządu
NIS2, DORA i lokalne wymogi ustawy o KSC nie zostawiają już marginesu na improwizację. Kalendarz jest nieubłagany, terminy krótkie, a siatka kontroli gęstnieje. Do tego dochodzi presja rynkowa – ubezpieczyciele i klienci korporacyjni podnoszą poprzeczkę, wpisując w umowy wymagania, które jeszcze niedawno były opcjonalne. W praktyce oznacza to konieczność natychmiastowego wdrożenia zarządzania ryzykiem ICT, planów ciągłości działania, zarządzania dostawcami, formalnych testów bezpieczeństwa oraz reskillingu zespołów.
Presja rośnie również od strony finansowej. Jak pokazują raporty płacowe (np. Sedlak & Sedlak), wynagrodzenia CISO w Polsce poszybowały w górę. Tymczasem komunikaty KNF czy ENISA nakładają na firmy konkretne obowiązki, które trzeba „dowieźć” w określonym czasie. Dla wielu organizacji CISO as a Service staje się jedyną drogą do pozyskania senior eksperta od zaraz, bez wielomiesięcznej rekrutacji i kosztownego rozruchu.
Z doświadczenia wynika, że decyzja o wynajęciu zewnętrznego CISO zapada najczęściej w czterech krytycznych momentach. Pierwszym z nich jest audyt z czerwoną flagą, gdy raport poaudytowy świeci się od niezgodności, a zarząd potrzebuje kogoś, kto to „posprząta”. Drugi scenariusz to konieczność insourcingu kosztów, kiedy stawki za doraźne konsultingowe „godzinówki” rosną tak gwałtownie, że firma szuka stałego, przewidywalnego abonamentu. Trzecim momentem jest wakat bez następstwa, gdy dotychczasowy bezpiecznik odchodzi, a rekrutacja nowego trwa w nieskończoność. Czwarta sytuacja to przetarg „być albo nie być”, w którym kluczowy klient stawia twarde warunki – na przykład certyfikację SOC2, ISO 27001 lub zgodność z NIS2/DORA – a wewnętrzny zespół nie ma kompetencji, by im sprostać.
Wyobraźmy sobie scenariusz z życia małego lub średniego przedsiębiorstwa: spółka po audycie DORA otrzymuje listę 47 braków i termin 6–9 miesięcy na osiągnięcie zgodności. Rekrutacja na etat przeciąga się, a budżet nie pozwala na zatrudnienie eksperta z górnej półki. Wchodzi CISOaaS. W ciągu 12 tygodni wdraża ramy zarządzania ryzykiem, polityki, plan BCM i przegląd dostawców, a następnie prowadzi firmę przez proces assurance u klienta enterprise, co kończy się wygraniem kontraktu.
TCO i ROI: Matematyka etatu vs usługa
Koszty związane z cyberbezpieczeństwem rzadko są jednorazowe. Zazwyczaj narastają stopniowo — po trochu, w różnych miejscach organizacji — aż w pewnym momencie zaczynają realnie obciążać budżet. Dlatego coraz częściej patrzy się na temat szerzej, przez pryzmat całkowitego kosztu posiadania (TCO) i realnego zwrotu z inwestycji (ROI), a nie tylko pojedynczych wydatków.
Zatrudnienie CISO na etat wydaje się rozwiązaniem oczywistym, ale w praktyce to znacznie więcej niż jedna osoba na liście płac. Dochodzą koszty pracownicze, benefity, czas i zasoby poświęcone na rekrutację oraz okres, w którym stanowisko pozostaje nieobsadzone. Równolegle pojawia się potrzeba ciągłego rozwoju kompetencji — szkoleń, certyfikacji i dostępu do specjalistycznych narzędzi. Trzeba też pamiętać o ciągłości działania: urlopy, choroby czy zmiany personalne oznaczają realne ryzyko przerw w nadzorze bezpieczeństwa.
Model CISO as a Service upraszcza ten obraz. Opiera się na jasno określonej usłudze, z przewidywalnym zakresem i stałym poziomem dostępności. Odpada problem rekrutacji, a rozwój kompetencji i narzędzia pozostają po stronie dostawcy. Co istotne, taki model zapewnia ciągłość — nie jest zależny od jednej osoby, a organizacja ma dostęp do zespołu i know-how od pierwszego dnia współpracy.
W kontekście ROI różnica jest jeszcze bardziej widoczna. Usługa zaczyna działać natychmiast, eliminując koszty „czasu oczekiwania” i ograniczając ryzyko wynikające z braków kompetencyjnych. Zwrot z inwestycji wynika nie tylko z niższych kosztów całkowitych, ale także z mniejszej liczby incydentów, lepszej kontroli ryzyka i większej przewidywalności operacyjnej. W praktyce to przejście z reaktywnego gaszenia pożarów do świadomego zarządzania bezpieczeństwem, które wspiera rozwój firmy zamiast go spowalniać.
Zakres odpowiedzialności i efektywność: Przepaść w działaniu
Model usługowy (CISOaaS) wymusza efektywność, której często brakuje w modelu etatowym, gdzie pracownik bywa obciążony bieżącymi sprawami operacyjnymi i polityką wewnątrzfirmową. Analiza danych z realnych projektów pokazuje wyraźną przewagę modelu usługowego w kluczowych obszarach.
W kwestii strategii bezpieczeństwa i czasu dotarcia do wartości (Time-to-Value), CISOaaS jest w stanie stworzyć roadmapę na 12 miesięcy w zaledwie 30 dni, wspierając ją intensywnymi warsztatami z biznesem. Zewnętrzny zespół „dowozi” wynik niemal natychmiast. Na etacie stworzenie takiej samej roadmapy zajmuje często 90 dni, a warsztaty są znacznie bardziej ograniczone.
Różnice widać również w zarządzaniu ryzykiem. CISOaaS stawia na podejście ilościowe (np. FAIR-lite), gdzie priorytety ustala się według wpływu na EBITDA, co jest językiem zrozumiałym dla zarządu. Dzięki temu 95% ryzyk ma właściciela i plan naprawczy. Etatowy CISO często utyka w ocenach opisowych typu „wysokie/średnie/niskie”, które niewiele mówią biznesowi, a pokrycie ryzyk planami wynosi zazwyczaj około 70%.
Zarządzanie dostawcami (Vendor Risk) to kolejny obszar, gdzie widać siłę skali. Usługa, dzięki procesom i narzędziom, jest w stanie ocenić i monitorować w trybie ciągłym nawet 40 dostawców na kwartał, podczas gdy pojedynczy pracownik, robiąc to ręcznie, obsłuży ich może dziesięciu. Przekłada się to na znacznie precyzyjniejszą ocenę ryzyka i niższą tolerancję na błędy.
W obszarze incydentów i reakcji zewnętrzny zespół wnosi gotowe playbooki SOC i automatyzację eskalacji. Wewnętrznie często królują ręczne procedury i brak spisanych runbooków. Efektem jest drastyczna różnica w czasach reakcji: czas wykrycia (MTTD) w usłudze to np. 3 godziny, a czas reakcji (MTTR) 24 godziny. Na etacie te czasy są wielokrotnie dłuższe, sięgając odpowiednio 12 i 72 godzin.
Podobnie wygląda kwestia polityk i zgodności. CISOaaS wchodzi z biblioteką gotowych szablonów branżowych, wdrażając je w 30 dni, co pozwala na szybkie zwiększenie pokrycia kontroli z 70% do 85% w dwa kwartały. Etatowiec często pisze dokumenty od zera, co zajmuje mu 2-3 miesiące.
Finalnie, w raportowaniu, zamiast obszernego, 30-slajdowego raportu narracyjnego, CISOaaS dostarcza 4-slajdowy „pack” zawierający KPI, Top 5 ryzyk, plan na 90 dni i decyzje. To konkret, który przekłada się na terminowość decyzji zarządczych na poziomie
95%, w porównaniu do 60% przy tradycyjnym raportowaniu. Aby uniknąć luk w odpowiedzialności, usługa musi opierać się na jasnej macierzy RACI i mierzalnych KPI, a cele muszą być przypięte do wyników finansowych.
Technologie, które skaluje usługa
CISO as a Service to nie tylko człowiek – to dostęp do zaawansowanego stosu technologicznego, na który pojedynczą firmę często nie stać lub którego wdrożenie trwałoby miesiącami. Usługa wnosi rozwiązania takie jak ASM (Attack Surface Management), które poprzez mapowanie zasobów publicznych i wyłapywanie porzuconych domen pozwalają zredukować powierzchnię ataku o 30–45% już w pierwszym kwartale.
Kolejnym elementem jest SOAR (Security Orchestration, Automation and Response). Standaryzacja playbooków i automatyzacja reakcji zdejmuje z analityków manualne rutyny, oszczędzając 40–60% ich czasu. Do tego dochodzi pełna inwentaryzacja zasobów dzięki EASM/CAASM, która pozwala widzieć, co jest w Internecie, a co wewnątrz, wraz z kontekstem właścicielskim.
Nowoczesne usługi wykorzystują również sztuczną inteligencję w triage’u. Modele AI filtrują szum informacyjny, redukując liczbę fałszywych alarmów (false positives) o 50–70%. Z kolei CCM (Continuous Control Monitoring) sprawia, że polityki bezpieczeństwa są monitorowane w trybie ciągłym, 24/7, a nie tylko podczas audytu. Całość dopełnia GRC light, zapewniający lekki ślad audytowy z dowodami zgodności, statusami i datami, bez biurokratycznego narzutu. Zasada jest prosta: najpierw proces, potem narzędzie. Wdrożenie technologii bez twardych liczb to tylko ładny slajd, dlatego eksperci radzą ustawiać KPI na 90 dni i rozliczać je w cyklach sprintowych.
Ryzyka outsourcingu: Jak zabezpieczyć się kontraktem?
Outsourcing obszaru bezpieczeństwa może być bardzo skuteczny, ale tylko wtedy, gdy towarzyszy mu świadome zarządzanie ryzykiem. Sama decyzja o przekazaniu odpowiedzialności na zewnątrz nie wystarczy — kluczowe jest zrozumienie potencjalnych zagrożeń i odpowiednie zabezpieczenie ich na poziomie kontraktu.
Najczęściej pojawiające się ryzyka to poufność informacji, możliwy konflikt interesów, realna dostępność ekspertów, uzależnienie od jednego dostawcy oraz kwestia jurysdykcji i przetwarzania danych. Te obszary nie są abstrakcyjne — w praktyce to właśnie one decydują o tym, czy współpraca wzmacnia bezpieczeństwo organizacji, czy staje się dodatkowym źródłem problemów.
Podstawowym narzędziem ograniczania ryzyka jest precyzyjna umowa. Powinna ona jasno definiować poziomy SLA, czasy reakcji dla różnych klas incydentów oraz faktyczne okna dostępności usługi. Równie istotne są jednoznaczne zapisy dotyczące poufności i braku konfliktu interesów, które chronią wrażliwe informacje organizacji. Warto także zadbać o kwestie własności intelektualnej — wszystko, co powstaje w ramach współpracy, powinno pozostać po stronie klienta. Dobrą praktyką jest również uwzględnienie tzw. planu wyjścia, obejmującego przekazanie wiedzy, uporządkowany eksport danych oraz wsparcie przejściowe w razie zakończenia współpracy.
Zanim dojdzie do podpisania umowy, warto przeprowadzić rzetelne due diligence dostawcy. Obejmuje ono weryfikację standardów pracy, procedur bezpieczeństwa, doświadczenia zespołu oraz sposobu zarządzania ryzykiem. Pomocne może być zapoznanie się z przykładowymi playbookami operacyjnymi czy wzorami raportów — ich brak często sygnalizuje niedojrzałość procesu. Celem nie jest nadmierna formalizacja, lecz upewnienie się, że po drugiej stronie znajduje się partner, a nie jedynie deklaracja kompetencji.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jakie kompetencje powinien mieć zewnętrzny CISO?
Kluczowe jest doświadczenie w regulacjach specyficznych dla Twojej branży (np. DORA dla finansów, NIS2 dla infrastruktury), umiejętność prowadzenia programów ryzyka end-to-end, praktyka w zarządzaniu incydentami oraz umiejętność raportowania do zarządu. Certyfikaty takie jak CISSP, CISM czy CRISC są dodatkowym atutem.
Czy CISOaaS może odpowiadać przed KNF lub w ramach NIS2?
Tak, pod warunkiem, że umowa i pełnomocnictwa precyzyjnie określają zakres odpowiedzialności i decyzyjności. W praktyce często stosuje się model hybrydowy: CISOaaS pełni funkcję merytoryczną, wspierając wskazaną osobę wewnątrz organizacji, która jest formalnym punktem kontaktu.
Jak wygląda współpraca z wewnętrznym IT/SOC?
CISOaaS ustala zasady (RACI), priorytety i standardy, natomiast IT i SOC realizują zadania operacyjne. Spójność działań zapewniają cotygodniowe odprawy, comiesięczne przeglądy KPI oraz wspólne procedury reagowania na incydenty.
Co się dzieje po zakończeniu umowy?
Aby uniknąć utraty wiedzy, kontrakt powinien zawierać plan wyjścia (exit plan). Obejmuje on transfer dokumentacji, eksport danych, szkolenie następcy oraz wsparcie przejściowe, co minimalizuje ryzyko uzależnienia od dostawcy (vendor lock-in).
